Hejka :)
Trochę mnie tu niebyło. Można powiedzieć, że ostatnio trochę się działo. Ale tak, czy siak przepraszam za to, że tak długo nie wstawiałam nowych postów.
- Nic mi nie jest. Jesteś cały?- pytam przerażona.- Czemu mnie nie zauważasz?
* * *
- Na pewno będzie fajnie. Czemu nie chcesz jechać?
- Diana, proszę nie męcz. Nie lubię wyjazdów klasowych. Znów będę musiał dzielić pokój z osobą, która dłubie w nosie. Albo gorzej, z kolesiem, który trzyma buty na parapecie, przy otwartym oknie. Uwierz mi, to nie jest fajne.
* * *
- Odezwij się! Spójrz na mnie!- krzyczę przerażona.- Wszystko w porządku?
* * *
- Puk! Puk!- stukam pięścią w drzwi.- Jednak jedziesz- powiedziałam z radością.
- Skąd tak szybko się dowiedziałaś?
- Tyle lat mieszkamy naprzeciwko siebie. Jeszcze się nie nauczyłeś, że dobre wieści szybko się rozchodzą?
- No tak!- na jego twarzy pojawia się uśmiech.
- A tak na poważnie..., masz walizkę na łóżku i pełno ubrań dokoła, a jutro wyjeżdżamy.
* * *
Rozlega się dźwięk telefonu Krystiana.
Masz wiadomość od: Diana
Może pójdziemy w sobotę na festyn?. Na pewno będzie fajna zabawa! Tym razem nie zwymiotuję na ciebie, obiecuję ;) .
* * *
- Nie żartuj! Bierzesz tę bluzę?- powiedziałam rozbawiona.
- Czemu nie? Nie śmiej się, pytam poważnie!- próbował za wszelką cenę nie odwzajemnić uśmiechu.
- Yyń!- chciałam wydać taki dźwięk jak w teleturniejach, gdy ktoś udzieli złej odpowiedzi.- Powinieneś powiedzieć, że ją zostawisz.
- Dlaczego?- pyta mocno zdziwiony.
- Ponieważ niecały tydzień temu puściłam na nią pawia i do tej pory jest po nim ślad, pomimo prania.
- Właśnie dla tego ją biorę, to była pamiętna chwila... . Wypad do aquaparku, zapach marcepanu...- zaciągnął nosem.
- Nie przypominaj mi- przerwałam.- MARCEPAN!- Wzdrygnęłam się na to słowo.
- A było tak pięknie..., trzy godziny jazdy autobusem, bez klimy i pół dnia stania w kolejce, na słońcu jak w łeb strzelił...
- Ale miałeś wtedy atrakcję!- powiedziałam zawstydzona.
- I do tej pory mam...- wtrącił z optymizmem w głosie.- To było lepsze niż myśl o tych wszystkich zjeżdżalniach i basenach.
- Zwłaszcza wtedy, kiedy chciałam uchronić się przed zwróceniem śniadania w miejscu publicznym i wtuliłam nos w bluzę, którą miałeś na sobie.
- Uprzedzałem cię, że mam otwarte marcepanki w kieszeni.
- Taaa..., po fakcie- wtrąciłam z zamarzonym wyrazem twarzy.
* * *
- No tak! Telefon! Już ciebie szukam w kontaktach!
- Czemu szukasz mojego numeru? Przecież jestem za tobą! Krystian, proszę przestań się wygłupiać! Ta sytuacja zaczyna być coraz bardziej irytująca.
- Hej, śpiochu!
- Krystian?! Co ty tu robisz?
- Twoja mama mnie wpuściła. Nie mogłem ciebie znaleźć w parku, pod szkołą, gdzie się umawialiśmy. A ona nie była w stanie obudzić. Tym oto sposobem rozwiązaliśmy dwa problemy na raz.
- Ty i ten twój uśmiech..., bezcenne!
- Diana...
- Co?
- Zobacz, która godzina. O 8:00 jest wyjazd, na dojście pod szkołę mamy tylko 11 minut. Ups! Teraz 10- wyszczerzył zęby.
- Na szczęście szkoła jest cztery domy stąd.
Wstałam z łóżka, wzięłam ubrania i kosmetyczkę z szuflady komody.
* * *
- Czemu kuśtykasz? Krystian! Twoja kostka..., ona krwawi!- mówię z przerażeniem.- Odłóż ten telefon. Słyszysz? Stój, trzeba opatrzyć twoją stopę!
* * *
- Mamy 3 minuty na dojście. Czemu nie obudziłeś mnie wcześniej?
- Bo czekałem na ciebie w parku przez pół godziny.
- Ach tak, więc powiedz mi jeszcze, że to moja wina- roześmialiśmy się oboje.
- Dobra... . Z kim siedzisz w autobusie?
- Do ostatniej chwili nie wiedziałam czy jedziesz, więc umówiłam się już z Anitą.
- To...- zamilkł na chwilę.- To dobrze, bo ja zgadałem się już z...- zastanowił się.- Tomkiem. Tak właśnie z nim! Mamy zamiar siedzieć po środku autokaru.
- Mamy w planach usiąść obok ciebie, by najmniej na to wychodzi.
* * *
Słyszę swój telefon. Dźwięk dochodzi z rowu. Nie możliwe, żeby mi wypadł, przecież etui było przyczepione do szlufki od spodenek.
- O mój Boże!- krzyczy Krystian.
Nic z tego nie pojmuję. Nie wierzę w to co się dzieje!
- Diana! Diana- głos mu słabnie.
Widzę siebie, ale przecież nic mi nie jest. Stoję, tu. Cała i zdrowa. To dlaczego leżę na skraju drogi z pokaleczonym ciałem i przygnieciona sporym kawałkiem metalu? Jedynie nie naruszona została prawa dłoń. Z nadgarstka zwisała mi swobodnie bransoletka z zawieszką. Dostałam ją od Krystiana rok temu, na 16-te urodziny i od tamtej pory się z nią nie rozstawałam.
- Ha...- jąka się.- Halo! Był wypadek ..., w autobus z dużą prędkością uderzyła ciężarówka...
Więcej nie usłyszałam, rozmowa trwała krótko. Rozglądam się dookoła. Dlaczego inni musieli mieć więcej szczęścia niż ja? Prawie nic im się nie stało. Są tylko lekko zadrapani, ewentualnie trochę poturbowani i połamani.
- Trzymaj się!- mój przyjaciel zaczyna płakać.- Diana! Nic ci nie będzie... Nic, słyszysz?- głos mu cichnie.- Miałem powiedzieć ci to dziś, wieczorem, mieliśmy dojechać na miejsce. Zauważyłem wczoraj, że jak się panowałem... Ty wtedy przyszłaś... i włożyłaś pomiędzy moje ubrania, w walizce list- szlocha coraz bardziej, ściska przy tym moją dłoń.- Zgadzam się z każdym twoim słowem. Też cię...
- Błagam, nie kończ- wtrącam szybko.
- Po prostu..., kocham cię.
- Miałeś tego nie mówić! Czemu muszę odejść już teraz? To nie fair!- Zanoszę się od płaczu.- Kocham cię! Dziękuję ci, za każdy uśmiech, każde słowo, każdy dzień i każde wspomnienie. Nie mów, że mnie kochasz, bo nie zechcę odejść. Wiem, że mnie nie słyszysz... . Ale proszę..., niech twoja miłość do mnie ciebie nie blokuje. Proszę..., żyj dalej... . Tak jakby mnie tu nigdy nie było.- wypowiedzenie tych słów bardzo mnie boli.- Bądź szczęśliwy!- wysyłam buziaka w stronę Krystiana, odchodząc powoli w stronę światła.- Muszę już iść. Do zobaczenia!
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE!!