Hejka :)
Dziś w szkole przebieraliśmy się za różne straszydła, lub anioły. Ja postanowiłam wcielić się w Pippi Langstrump z piegami, rumianymi policzkami, rudymi, sterczącymi warkoczami, pluszową małpką i oczywiście dwoma różnymi pończochami. :D Rano wychodząc z domu nie spodziewałam się, że moja fryzura będzie wzbudzać takie zainteresowanie. Idąc do szkoły jedni byli zszokowani, patrząc się na mnie wielkimi oczami, inni śmiali się do rozpuku, części się to podobało, a jedna pani się nawet przeżegnała jak mnie zobaczyła. Nie jest dla mnie ważne, to co sobie o mnie ktoś pomyślał. Jeśli choć jednej smutnej osobie udało mi się dzisiaj poprawić humor swoim wyglądem to się z tego naprawdę, szczerze cieszę. Biorąc pod uwagę to, że dzisiejsza sytuacja bardzo mnie rozbawiła i przez całą drogę do szkoły nie przestawałam się śmiać, sądzę, iż powinno się wprowadzić "Dzień Przebierania Się Za Postaci z Książek", ponieważ to naprawdę bardzo pozytywnie nastraja człowieka ;) .
Ten rozdział podzieliłam na dwie części, by Was za bardzo nie zmęczyć obszernością tekstu.
"Niespodzianka"- część 1
Prawie wyszłam z Alkiem ze szpitala, kiedy zauważyłam, że biegnie za nami babcia. Chciała dać mi klucze do domu, abym mogła się przebrać w "jakieś eleganckie ciuchy".
Gdy opuszczaliśmy budynek miałam głowę pełną myśli. Przez cały czas doskwierało mi wrażenie, iż wszystkie bliskie dla mnie osoby o czymś wiedzą, lecz mi nie jest dane poznanie prawdy. Prześladowało mnie także pytanie : "o co chodzi z tą niespodzianką i dokąd jedziemy?".
- Czy ty na pewno wiesz co robisz?- Zapytałam ze strachem w oczach.
- Patrz...- Wyciągnął z kieszeni prawo jazdy.
- To, że je masz nie potwierdza twojej odpowiedzialności i dorosłości.- Zachichotałam.
- Ależ... , nie no... , poco od razu takie mocne słowa.- odpowiedział rozentuzjazmowany.- Mam dowód osobisty, chcesz zobaczyć?- Parsknęłam śmiechem.- Nie rechocz smarkaczu!- Zażartował.- I co? Wzbudziłem twój respekt jako osiemnastolatek?
- Taa i to bardzo. Ile panien wyrwałeś na ten papier?
- Na ten kwitek jeszcze żadnej, bo jedną już mam. Nawet omdlała, gdy mnie po raz pierwszy ujrzała. Ona przyćmiła mi cały świat.- Dałam mu buziaka w policzek.
- To ile masz już to prawko?
- Mam je dwa tygodnie. Spokojnie, możesz czuć się bezpiecznie... . -Otworzył mi drzwi od auta.- Chyba..
Aleksy podwiózł mnie pod dom, a potem pojechał do siebie.
Wykąpałam się, starannie wyszczotkowałam zęby, uczesałam się w koka, potem wybrałam sukienkę- szczupła, czarną za kolano w iście czerwone róże. Miałam zająć się makijażem, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Byłam święcie przekonana, że mam jeszcze pół godziny.
- Pół godziny temu, tak.
- Czas szybko przemija.
- Rządzi się swoimi prawami, jest nieodłączną częścią naszego życia, ale sam o sobie stanowi.
- Nie należy do nas.
- Tak jak to wszystko co nas otacza. To my jesteśmy jego własnością. Zmieniając temat... , bardzo, bardzo ładnie wyglądasz.- Uśmiechnął się łagodnie.
- Dziękuję. Masz zamiar wejść, czy będziesz tak tu stał? Potrzebuję jeszcze 5 minut.
- O 19:45 musimy być na miejscu.- Spojrzał na zegarek, znajdujący się na lewym nadgarstku.- Ale sądzę, iż 5 minut nas nie zgubi.
Usiadł na kanapie w pokoju gościnnym i zajął się przeglądaniem naszych rodzinnych zdjęć, gdy pobiegłam na górę, żeby skończyć robić się na bóstwo.
Kiedy weszłam do salonu Alek był pochłonięty czytaniem... słownika wyrazów obcych, co mnie bardzo zdziwiło. W tym związku to ja czytałam książki i wszystkie mu recenzowałam, a on odpowiadał za gry komputerowe.
- Wow! czy mnie oczy nie mylą?
- Czy ja dobrze słyszę? Użyłaś słowa "WOW"?- Oboje wybuchliśmy śmiechem.- Chyba już na nas pora.- Zauważył.
Ciąg Dalszy Nastąpi!
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE!!!!
piątek, 30 października 2015
sobota, 17 października 2015
"Tak nieskończenie mocno..."- Rozdział III
Hejka!
To moja rekordowa nieobecność, za którą bardzo przepraszam. Była ona spowodowana problemami technicznymi oraz napływem obowiązków, związanych z nową szkołą.
W końcu nadeszła jesień! :) Każda pora roku jest piękna, ale ta szczególnie. Wszystko wokół zamiera, by móc zaistnieć na nowo. To też świetny czas aby tworzyć i pod żadnym pozorem się nie ograniczać :)
*********************************************************************************
Noc spędziłam z babcią w szpitalu. Chciała mnie odwieźć do domu, żebym nie patrzyła na to wszystko. Przez cały czas bardzo upierałam się by zostać z nią i dziadziusiem, który odzyskał świadomość dopiero następnego dnia rano.
Nagle wszedł do sali lekarz, w tym samym momencie babunia puściła dłoń swojego męża. Tę samą, którą trzymała przez całą noc. Przeszli razem do gabinetu lekarskiego.
Dziadek spojrzał na mnie i powiedział:
- Trochę długo spałem- roześmiał się.
- Musisz szybko wracać do zdrowia, trzeba skończyć skręcać nowe meble do kuchni.
- Babcia ci na pewno ci pomoże... Zrobi to lepiej, niż ja.
Zapadła cisza. Mój wzrok przykuły ogromne tablice z instrukcją jak prawidłowo udzielać pierwszej pomocy.
- Nadziejko!- zaczął, by zwrócić moją uwagę.- Przepraszam Cię.
- Za co?
- Zepsułem jeden z piękniejszych dni w twoim życiu, przepraszam- głos zaczął mu się łamać.
- Dziadku, nie zepsułeś- powiedziałam z pogodnym wyrazem twarzy.- Najważniejsze, że niedługo sąd wyjdziesz i będziemy mogli w nieskończoność oglądać te wszystkie stare musicale.
- Kiedy przyjedzie Aleksy?
- Powinien tu być za...,za...- Zerknęłam na zegarek, była 10:37.- Takie pół godzinki.
- Nie dał by rady przybyć tu szybciej?
- Niestety ma dyżur w biurze taty.
W tym momencie weszła babcia. Była bardzo blada. Poprosiła mnie, żebym opuściła salę i zaszła do baru coś zjeść. Usiadłam na chwilę na krześle. Widziałam przez szklane drzwi jak babunia płacze, ściskając przy tym rękę swego męża. Zapewne jak zawsze przejdą przez wszystko razem.
Mam nadzieję, że ja i Alek będziemy ze wszystkich opresji, kłopotów oraz innych przeciwieństw losu wychodzić wspólnie i pomimo wszystko bezgranicznie się wspierać. Pragnę być dla niego wszystkim, tak jak on jest dla mnie całym życiem. Moja miłość jest jak ryba w wodzie, gdyby go kiedyś zabrakło umierałabym w ciszy, a co gorsza w ogromnych katuszach. Mam nadzieję, że będzie mi dane odejść pierwszej. Nie chcę spędzić ani jednego dnia bez niego.
Poczułam dotyk na ręce. To był Aleksy. Nie kryłam radości na jego widok. Położyłam głowę na jego ramieniu, a on nie przestawał trzymać mojej dłoni. Siedzieliśmy tak w ciszy, aż do momentu gdy przez szklane drzwi wyszła do nas babcia. Powiedziała Alkowi, że się bardzo cieszy na jego widok, co było do niej bardzo nie podobne. Wspomniała także, iż dziadek chce z nim wymienić kilka zdań.
Zeszłam z babcią do baru w absolutnej ciszy, gdy nagle wydobyła z siebie dźwięk:
- Nadziejko...- Nabrała dużą ilość powietrza.- Dziadek... nie będzie długo tu przebywać.
- To chyba dobrze- odetchnęłam z ulgą.- Czemu się babciu nie cieszysz?
- Nie..., nie...- sprawiała wrażenie bardzo zamyślonej.- Nawet nie wiesz...
W tej chwili rozmowa się ucięła, gdyż dostałyśmy zamówioną kilka minut wcześniej drożdżówkę z brzoskwiniami.
- Smacznego!- usłyszałam głos Alka, wydobywający się za moich pleców.
- Dziękujemy.- Odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nadka, chyba musimy gdzieś jechać...
- Tak, musicie!- Potwierdziła babcia, wyciągając z kieszeni kluczyki od samochodu.- Jedźcie szybko, ale powoli. Tak, żebyście zdążyli i nikomu nic się nie stało.
- A co z dziadkiem?- Zapytałam bardzo zdziwiona jej postawą.
- To właśnie on za tym stoi.- Rzucił Aleksy.
- W takim razie... , no dobrze.- Radość zaczęła malować mi się na twarzy.
Ciąg dalszy nastąpi!
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE!!!
To moja rekordowa nieobecność, za którą bardzo przepraszam. Była ona spowodowana problemami technicznymi oraz napływem obowiązków, związanych z nową szkołą.
W końcu nadeszła jesień! :) Każda pora roku jest piękna, ale ta szczególnie. Wszystko wokół zamiera, by móc zaistnieć na nowo. To też świetny czas aby tworzyć i pod żadnym pozorem się nie ograniczać :)
*********************************************************************************
Noc spędziłam z babcią w szpitalu. Chciała mnie odwieźć do domu, żebym nie patrzyła na to wszystko. Przez cały czas bardzo upierałam się by zostać z nią i dziadziusiem, który odzyskał świadomość dopiero następnego dnia rano.
Nagle wszedł do sali lekarz, w tym samym momencie babunia puściła dłoń swojego męża. Tę samą, którą trzymała przez całą noc. Przeszli razem do gabinetu lekarskiego.
Dziadek spojrzał na mnie i powiedział:
- Trochę długo spałem- roześmiał się.
- Musisz szybko wracać do zdrowia, trzeba skończyć skręcać nowe meble do kuchni.
- Babcia ci na pewno ci pomoże... Zrobi to lepiej, niż ja.
Zapadła cisza. Mój wzrok przykuły ogromne tablice z instrukcją jak prawidłowo udzielać pierwszej pomocy.
- Nadziejko!- zaczął, by zwrócić moją uwagę.- Przepraszam Cię.
- Za co?
- Zepsułem jeden z piękniejszych dni w twoim życiu, przepraszam- głos zaczął mu się łamać.
- Dziadku, nie zepsułeś- powiedziałam z pogodnym wyrazem twarzy.- Najważniejsze, że niedługo sąd wyjdziesz i będziemy mogli w nieskończoność oglądać te wszystkie stare musicale.
- Kiedy przyjedzie Aleksy?
- Powinien tu być za...,za...- Zerknęłam na zegarek, była 10:37.- Takie pół godzinki.
- Nie dał by rady przybyć tu szybciej?
- Niestety ma dyżur w biurze taty.
W tym momencie weszła babcia. Była bardzo blada. Poprosiła mnie, żebym opuściła salę i zaszła do baru coś zjeść. Usiadłam na chwilę na krześle. Widziałam przez szklane drzwi jak babunia płacze, ściskając przy tym rękę swego męża. Zapewne jak zawsze przejdą przez wszystko razem.
Mam nadzieję, że ja i Alek będziemy ze wszystkich opresji, kłopotów oraz innych przeciwieństw losu wychodzić wspólnie i pomimo wszystko bezgranicznie się wspierać. Pragnę być dla niego wszystkim, tak jak on jest dla mnie całym życiem. Moja miłość jest jak ryba w wodzie, gdyby go kiedyś zabrakło umierałabym w ciszy, a co gorsza w ogromnych katuszach. Mam nadzieję, że będzie mi dane odejść pierwszej. Nie chcę spędzić ani jednego dnia bez niego.
Poczułam dotyk na ręce. To był Aleksy. Nie kryłam radości na jego widok. Położyłam głowę na jego ramieniu, a on nie przestawał trzymać mojej dłoni. Siedzieliśmy tak w ciszy, aż do momentu gdy przez szklane drzwi wyszła do nas babcia. Powiedziała Alkowi, że się bardzo cieszy na jego widok, co było do niej bardzo nie podobne. Wspomniała także, iż dziadek chce z nim wymienić kilka zdań.
Zeszłam z babcią do baru w absolutnej ciszy, gdy nagle wydobyła z siebie dźwięk:
- Nadziejko...- Nabrała dużą ilość powietrza.- Dziadek... nie będzie długo tu przebywać.
- To chyba dobrze- odetchnęłam z ulgą.- Czemu się babciu nie cieszysz?
- Nie..., nie...- sprawiała wrażenie bardzo zamyślonej.- Nawet nie wiesz...
W tej chwili rozmowa się ucięła, gdyż dostałyśmy zamówioną kilka minut wcześniej drożdżówkę z brzoskwiniami.
- Smacznego!- usłyszałam głos Alka, wydobywający się za moich pleców.
- Dziękujemy.- Odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nadka, chyba musimy gdzieś jechać...
- Tak, musicie!- Potwierdziła babcia, wyciągając z kieszeni kluczyki od samochodu.- Jedźcie szybko, ale powoli. Tak, żebyście zdążyli i nikomu nic się nie stało.
- A co z dziadkiem?- Zapytałam bardzo zdziwiona jej postawą.
- To właśnie on za tym stoi.- Rzucił Aleksy.
- W takim razie... , no dobrze.- Radość zaczęła malować mi się na twarzy.
Ciąg dalszy nastąpi!
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
