Hejka ! :)
Dopiero się wdrażam, więc proszę o wyrozumiałość.
Wchodzę do sali, w której jeszcze wczoraj leżała moja
siostra. Trzymam jej rzeczy w prawej ręce, zastanawiając się "czemu to
właśnie ona?". Wiem, że egoistyczne jest myśleć, iż to mogło się zdarzyć
komuś innemu. Ale nic to, o czym teraz rozprawiam nie zmieni. Co gorsza, będzie
potęgować we mnie wszystkie złe emocje.
***
- Czemu to robisz?!- zapytałam z przerażeniem.- Życie ci
niemiłe? Przestań!- krzyczałam przez łzy.
Maria jednak mnie nie posłuchała, wyprowadziła motor z
garażu. Wyrzuciła kask w krzaki przed domem. Wsiadła na jednoślad i go
odpaliła.
- Co cię to obchodzi? C Z E M U to robię? Bo chcę!-
spojrzała się na mnie z wrogością.- Na nic mi nie pozwalasz, N I E jestem już
dzieckiem!
- Ale tak się zachowujesz!- byłam u progu wytrzymałości.-
Piłaś. Zostaw motor taty. Proszę...- głos zaczął mi słabnąć.- Załóż chociaż ten
durny kask...- po tych słowach wyjechała na drogę z piskiem opon.
***
Wychodzę z oddziału na długi korytarz, jestem w rozsypce.
Nie mogę dalej dawać sobie sama rady..., z tym wszystkim. Naciskam przycisk
znajdujący się w ścianie. Próbuję powstrzymać napływające do moich oczu krople.
Drzwi windy się rozsuwają, wchodzę do niej. Jestem sama i..., nie wytrzymuję
łkam jak niemowlę, jednocześnie przytulając rzeczy mojej młodszej siostry. Ileż
ja bym dała za to, by mieć ją teraz przy sobie.
***
Usiadłam na ławce przed domem, obserwując jak odjeżdża.
Nie mogłam poskładać myśli. Maria była tak entuzjastycznie nastawiona. Praktycznie
przez cały tydzień nie gadałyśmy o niczym innym, niż o tej imprezie. Cieszyła
się z powodu ogniska, połączonego z biwakiem nad jeziorem. Nie wiem czemu
wróciła tak rozwścieczona i to jeszcze w nocy. A nie nad ranem, tak jak się
umawiałyśmy.
Było zimno, wybiegłam z domu za Marią w tym, w czym spałam. Czyli koszulce na ramiączka i
spodenkach.
Przyświecała mi tylko jedna latarnia uliczna oraz małe
światełka, które były wkopane w ziemię, wzdłuż podjazdu. Nie wiedziałam co mam
robić, płakałam i modliłam się na przemian. Byłam gotowa zrobić wszystko, żeby
tylko wróciła cała i zdrowa. Chciałam siedzieć z nią wieczorem na kanapie,
wcinając przy tym lody w kubeczku.
***
Winda zatrzymuje się na przed ostatnim piętrze. Ocieram
szybko oczy, tak by nikt nie widział, że przed chwilą roniłam łzy. Idę przed
siebie, wąskim korytarzem. Halogeny zamieszczone w suficie strasznie mrugają.
Czuję się bardzo słabo, postanawiam zatrzymać się na chwilę i oprzeć o ścianę.
Zamykam oczy. Nie mam już sił na tą "nową" codzienność. Bardzo się o
nią troszczyłam, ale jednak stała jej się krzywda.
***
Wróciłam do domu, nie mogłam się uspokoić. Zrobiłam to,
co zawsze gdy byłam bezradna. Wyciągnęłam stary, obdrapany album. Przyglądałam
się uważnie każdej fotografii i starałam odtworzyć w pamięci zdarzenie, które
sprzyjało zrobieniu danego zdjęcia. Wszyscy byliśmy tacy uśmiechnięci i przepełnieni radością. Kiedy doszłam do 73
strony zadzwonił telefon. Odebrałam go po drugim "triń". Miałam nadzieję,
że to moja siostra.
W słuchawce usłyszałam, iż Mari miała wypadek. Uderzyła z
dużą prędkością w drzewo. Motor był totalnie zniszczony, a ona miała połamane
żebra, prawą rękę, odmę opłucną oraz
wstrząśnienie mózgu.
W szpitalu powiedziano mi, że obrażenia, których doznała
Marysia są o wiele bardziej poważne i nie wiadomo, czy przeżyje. W krótkim
czasie przeszła wiele operacji, nie obyło się też bez powikłań.
***
Dochodzę do sali numer "8", otwieram drzwi.
Maria uśmiecha się promiennie. Widzę ją po raz pierwszy w takim stanie od czasu
wypadku. Taki widok jest plastrem na zranione serce.
- Maja! No, w końcu przyszłaś. Myślałam, że o mnie
zapomniałaś.
- Nigdy o tobie nie zapominam - uśmiecham się.
- Muszę ci coś pokazać, ale najpierw usiądź- wskazuje mi
dłonią krzesło.
- Nie chcę siadać- protestuję zniecierpliwiona.- Już mam
dość siedzenia.
- Okay! Ale, żeby niebyło, że nic nie mówiłam.
Nie wierzę! To nie wiarygodne! Rozklejam się ze
szczęścia. To chyba mi się śni! Moja siostrzyczka wstaje z wózka i idzie w moją stronę.
- Mari! Jak to jest możliwe?- mówię łamiącym się głosem.
- Po prostu... C U D!- płaczemy razem.
- Nie wierzę! Po takim urazie kręgosłupa... . Nikt ci nie
dawał szans na to, że będziesz kiedykolwiek chodzić - głos mi cichnie.
- Brakowało im wiary- zapadła cisza, a my obejmujemy się
w uścisku.
- Gdyby to mogli zobaczyć rodzice...
- Maja, oni na pewno nas pilnują. Zapewne to oni wstawili
się za mną, tam na górze.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Trochę łezka poleciała
OdpowiedzUsuńBoskie! czekam na kolejne opowiadania ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję :D , będę je wstawiać co sobotę. Chyba, że czas nie pozwoli to wstawię je w niedzielę ;) .
UsuńTwoje opowiadania roztaczają wokół siebie cudowną magię :D