poniedziałek, 4 maja 2015

„Niewiarygodne"

           
            Hejka ! :)
           Dopiero się wdrażam,  więc proszę o wyrozumiałość.  


Wchodzę do sali, w której jeszcze wczoraj leżała moja siostra. Trzymam jej rzeczy w prawej ręce, zastanawiając się "czemu to właśnie ona?". Wiem, że egoistyczne jest myśleć, iż to mogło się zdarzyć komuś innemu. Ale nic to, o czym teraz rozprawiam nie zmieni. Co gorsza, będzie potęgować we mnie wszystkie złe emocje.
                                                                       ***
- Czemu to robisz?!- zapytałam z przerażeniem.- Życie ci niemiłe? Przestań!- krzyczałam przez łzy.
Maria jednak mnie nie posłuchała, wyprowadziła motor z garażu. Wyrzuciła kask w krzaki przed domem. Wsiadła na jednoślad i go odpaliła.
- Co cię to obchodzi? C Z E M U to robię? Bo chcę!- spojrzała się na mnie z wrogością.- Na nic mi nie pozwalasz, N I E jestem już dzieckiem!
- Ale tak się zachowujesz!- byłam u progu wytrzymałości.- Piłaś. Zostaw motor taty. Proszę...- głos zaczął mi słabnąć.- Załóż chociaż ten durny kask...- po tych słowach wyjechała na drogę z piskiem opon.
                                                                       ***
Wychodzę z oddziału na długi korytarz, jestem w rozsypce. Nie mogę dalej dawać sobie sama rady..., z tym wszystkim. Naciskam przycisk znajdujący się w ścianie. Próbuję powstrzymać napływające do moich oczu krople. Drzwi windy się rozsuwają, wchodzę do niej. Jestem sama i..., nie wytrzymuję łkam jak niemowlę, jednocześnie przytulając rzeczy mojej młodszej siostry. Ileż ja bym dała za to, by mieć ją teraz przy sobie.
                                                                       ***
Usiadłam na ławce przed domem, obserwując jak odjeżdża. Nie mogłam poskładać myśli. Maria była tak entuzjastycznie nastawiona. Praktycznie przez cały tydzień nie gadałyśmy o niczym innym, niż o tej imprezie. Cieszyła się z powodu ogniska, połączonego z biwakiem nad jeziorem. Nie wiem czemu wróciła tak rozwścieczona i to jeszcze w nocy. A nie nad ranem, tak jak się umawiałyśmy.
Było zimno, wybiegłam z domu za Marią w tym,  w czym spałam. Czyli koszulce na ramiączka i spodenkach.
Przyświecała mi tylko jedna latarnia uliczna oraz małe światełka, które były wkopane w ziemię, wzdłuż podjazdu. Nie wiedziałam co mam robić, płakałam i modliłam się na przemian. Byłam gotowa zrobić wszystko, żeby tylko wróciła cała i zdrowa. Chciałam siedzieć z nią wieczorem na kanapie, wcinając przy tym lody w kubeczku.
                                                                       ***
Winda zatrzymuje się na przed ostatnim piętrze. Ocieram szybko oczy, tak by nikt nie widział, że przed chwilą roniłam łzy. Idę przed siebie, wąskim korytarzem. Halogeny zamieszczone w suficie strasznie mrugają. Czuję się bardzo słabo, postanawiam zatrzymać się na chwilę i oprzeć o ścianę. Zamykam oczy. Nie mam już sił na tą "nową" codzienność. Bardzo się o nią troszczyłam, ale jednak stała jej się krzywda.
                                                                       ***
Wróciłam do domu, nie mogłam się uspokoić. Zrobiłam to, co zawsze gdy byłam bezradna. Wyciągnęłam stary, obdrapany album. Przyglądałam się uważnie każdej fotografii i starałam odtworzyć w pamięci zdarzenie, które sprzyjało zrobieniu danego zdjęcia. Wszyscy byliśmy tacy uśmiechnięci  i przepełnieni radością. Kiedy doszłam do 73 strony zadzwonił telefon. Odebrałam go po drugim "triń". Miałam nadzieję, że to moja siostra.
W słuchawce usłyszałam, iż Mari miała wypadek. Uderzyła z dużą prędkością w drzewo. Motor był totalnie zniszczony, a ona miała połamane żebra, prawą rękę, odmę opłucną  oraz wstrząśnienie mózgu.
W szpitalu powiedziano mi, że obrażenia, których doznała Marysia są o wiele bardziej poważne i nie wiadomo, czy przeżyje. W krótkim czasie przeszła wiele operacji, nie obyło się też bez powikłań.
                                                                       ***
Dochodzę do sali numer "8", otwieram drzwi. Maria uśmiecha się promiennie. Widzę ją po raz pierwszy w takim stanie od czasu wypadku. Taki widok jest plastrem na zranione serce.
- Maja! No, w końcu przyszłaś. Myślałam, że o mnie zapomniałaś.
- Nigdy o tobie nie zapominam - uśmiecham się.
- Muszę ci coś pokazać, ale najpierw usiądź- wskazuje mi dłonią krzesło.
- Nie chcę siadać- protestuję zniecierpliwiona.- Już mam dość siedzenia.
- Okay! Ale, żeby niebyło, że nic nie mówiłam.
Nie wierzę! To nie wiarygodne! Rozklejam się ze szczęścia. To chyba mi się śni! Moja siostrzyczka wstaje z wózka i idzie w  moją stronę.
- Mari! Jak to jest możliwe?- mówię łamiącym się głosem.
- Po prostu... C U D!- płaczemy razem.
- Nie wierzę! Po takim urazie kręgosłupa... . Nikt ci nie dawał szans na to, że będziesz kiedykolwiek chodzić - głos mi cichnie.
- Brakowało im wiary- zapadła cisza, a my obejmujemy się w uścisku.
- Gdyby to mogli zobaczyć rodzice...

- Maja, oni na pewno nas pilnują. Zapewne to oni wstawili się za mną, tam na górze.


Wszelkie prawa zastrzeżone.

3 komentarze:

  1. Trochę łezka poleciała

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie! czekam na kolejne opowiadania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D , będę je wstawiać co sobotę. Chyba, że czas nie pozwoli to wstawię je w niedzielę ;) .
      Twoje opowiadania roztaczają wokół siebie cudowną magię :D

      Usuń