sobota, 9 maja 2015

"Zwierzenie"

        Hejka :) !
       Proszę, piszcie co sądzicie o moich opowiadaniach. Każdą uwagę zawsze chętnie przeczytam :D




Czuję okropny ból. Nie mam ran, ani siniaków na ciele.
                                                                       * * *
Pamiętam, że bardzo się bałam przeprowadzki, zmiany szkoły i obcego środowiska. Wiedziałam, że nie przenosiłabym się z mamą do nowego mi miasta, bez ważniejszego powodu. Całe nasze życie było zależne od jej pracy. Dziennikarstwo to kosztowna dziedzina.
                                                                       * * *
Z każdą chwilą coraz bardziej słabnę. Stoję bez ruchu, nie wiem jak mam się zachować. Łzy wypływają mi z oczu, niczym z wodospadu.
                                                                       * * *
Afryt, który mi towarzyszył pierwszego dnia gimnazjum był nie opisywalny. Nie było to spowodowane tym, że to już trzecia klasa i będę musiała przyłożyć się do nauki i innych rzeczy . To wina ludzi, którzy na każdym kroku udowadniali mi, że do nich nie pasuję. Przez pierwsze trzy miesiące  została zrujnowana cała moja wiara w siebie i w to, że mogę coś osiągnąć. Cała moja klasa się na mnie wyżywała. Z jednym, małym wyjątkiem... . Był nim wysoki, zielonooki, wysportowany brunet. Zaliczał się do najbardziej wpływowej grupy w całej szkole- sportowców. Bardzo się od nich różnił. Był inteligentny, błyskotliwy i posiadał pewne nie zacieralne wartości. Do każdego człowieka podchodził z szacunkiem.
                                                                       * * *
Mama trzyma mnie pod rękę, sama nie wystoję w pionie. Nie mam już siły łapać łez w chusteczkę. Czuję się być okropnie zmęczona.
                                                                       * * *
Znęcali się nade mną tylko dla tego, że moja matka była dziennikarką i pracowała w telewizji. Nikt nie dał mi szansy. Nawet nie mogłam się przedstawić. Dalej byłabym traktowana jak popychadło, gdyby nie "wyjątek", który staną w mojej obronie. Od tamtej pory wszyscy zaczęli traktować mnie jak człowieka.
- Dziękuję. Jestem w szoku, stanąłeś w mojej obronie-powiedziałam nieśmiało.
- Nie ma sprawy-uśmiechnął się do mnie.- Ta w okularach jest najbardziej drażniąca. Wszystkich traktuje z góry, bo jej ciotka uczy w podstawówce. Mało może, wszystko wie- w jego głosie pojawiła się irytacja.
- Tak- powiedziałam zaskoczona.- Masz na imię Piotrek?
- Zgadza się Tereso!- nie przestawał się uśmiechać.- Idziesz już do domu, czy masz jeszcze coś do załatwienia?
- Do domu...- nie zdążyłam skończyć zdania.
- Może pójdziemy razem? Mieszkam trzy posesje dalej.
- Nie wiedziałam, że twój dom jest tak blisko mojego- zaczerwieniłam się.- Wstyd się przyznać..., jestem tu zameldowana od pięciu miesięcy i nadal nie znam sąsiadów.
- Dało się zauważyć, że jesteś bardzo nieśmiała i mało wychodzisz z domu. Może pora to zmienić.
- Chyba ..., tak.
- Idziemy. Pogadamy po drodze. Mamy ponad dziesięć minut do twojego domu. W tym czasie można streścić całe swoje życie.- powiedział radośnie.
                                                                       * * *
Patrzę przed siebie. Tylu ludzi wokół..., każdy łka jak niemowlę. Ale nawet nie połowa z nich znała go bardzo dobrze.
                                                                       * * *
Zaprzyjaźniliśmy się. Ze szkoły codziennie wracaliśmy razem. Dwa razy w tygodniu czekałam na niego godzinę w bibliotece, aż skończy trening. Co wieczór siedzieliśmy razem na ławce, w ogrodzie mojej mamy. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Bawiliśmy się w odgadywanie kształtów, które tworzą gwiazdy.
Po jakimś czasie Piotrek zaprosił mnie na rankę, do baru, w pobliżu szkoły. Było fajnie, tak magicznie i wyjątkowo. Nie obyło się bez incydentów. Na samym początku randki mój chłopak potknął się o krzesło, a w następstwie przewrócił kelnerkę. Frytki z tacy wylądowały w jego włosach, a cola na jego koszuli. Mimo wszystko to była wymarzona pierwsza randka.
Byłam zakochana bez pamięci. Świat przybrał kształt serca. Wszystko było takie piękne i proste.
Dostaliśmy się do tej samej klasy humanistycznej w liceum. Planowaliśmy iść we dwoje na te same studia.
W pierwszej klasie, na lekcji wychowania fizycznego Piotrek zasłabł. Wszyscy myśleliśmy, że to stres lub przemęczenie. Diagnoza nie była jednak tak łaskawa, jakbyśmy chcieli. Okazało się, że to białaczka w zaawansowanym stadium. Przeszedł naprawdę wiele. Nie byłabym w stanie znieść tego co on. Był moim bohaterem...
                                                                       * * *
Cały tłum się rozproszył, tylko ja tu zostałam. Podchodzę bliżej.
- Powiedziałeś, że dasz mi znać, jak będziesz musiał odejść... - zanoszę się od płaczu. - Wysłałeś mi SMSa.
 Padam na kolana, przed granitową płytą i wyciągam telefon.
- Wiele jest gwiazd na niebie,
Jedne śmieją, drugie migocą do siebie.
Lecz gdy gwiazda z nieba zniknie,
Cały świat nagle cichnie. - cytuję, ocierając łzy.- Powiedziałeś go na naszej pierwszej randce. Miałeś rację...- płaczę rzewnie.- Cały świat dla mnie ucichł i nadal pozostaje głuchym. Od tej jednej nocy..., od tej jednej wiadomości... . Nie pytam się ciebie dlaczego odszedłeś...- mój głos cichnie.- Ale dlaczego  tak szybko?- kładę czerwoną różę na grobie.- Kocham cię! Zawszę będę! Dziękuję ci za najlepsze trzy lata w moim życiu... . Pomimo tego, że się z tobą pożegnałam... . Czuję, że za szybko powiedziałam ci "do widzenia" , gdyż nadal tu jesteś...- przykładam dłoń do serca.



Wszelkie prawa zastrzeżone.


4 komentarze:

  1. Czy ja zawsze muszę płakać przy Twoich opowiadaniach?

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że moje opowiadanie wzbudziło takie emocje :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy kolejny wpis?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niebawem, muszę jeszcze sprawdzić tekst, więc pojawi się w sobotę :D . Niestety ostatnio brakuje mi czasu :/

      Usuń