Pierwszy rockowy koncert
Byliśmy ze sobą
już, a raczej tylko 2 tygodnie. Los się uśmiechnął do zespołu, w którym grał
Alek. Mieli dać swój pierwszy koncert w barze, należącym do taty Lucjana-
wokalisty. Nie sposób opisać słowami, jakie uczucia towarzyszyły członkom
zespołu "LACZ" . Trochę głupia nazwa, ale przez cały czas
zastanawiają się nad jej zmianą, co im
nawet... nie wychodzi. Wzięła się ona od pierwszych liter imion członków
zespołu: Lucjana, Aleksego, Cezarego i Zenobiusza. Zdążyłam się nawet
zaprzyjaźnić z dziewczyną frontmana- Helą. Byłyśmy odpowiedzialne za plakaty
obwieszczające koncert. Może i te jej ciemne z turkusowymi końcówkami,
postrzępione na fryzurę "emo" włosy, mroczny makijaż, zrobiony z
pewną dozą umiaru, sześć kolczyków w jednym uchu, plus jedna atrapa tunelu
sprawiają, iż wygląda na dość wyobcowaną i straszną osobę. Nauczyłam się dziś,
że nie wszystko co wygląda przerażająco zaraz musi być złe.
Na dziesięć
minut przed zrozpoczęciem
"show" chłopaków
musiałyśmy, że całe przygotowania pójdą na marne. Kłócili się jak
trzyletnie dzieci.
Ten widok
przypominał mi mnie i moją kochaną, młodszą siostrę. Szkoda, że jej tu nie ma,
tak jak i rodziców. Ile można wylewać łez co dnia? Bardzo mi ich brakuje. W pewnyech
sytuacjach zdarza mi się myśleć, jakby postąpili, co zrobili albo co by
powiedzieli. Tego już się niestety nie dowiem.
Wracając do
koncertu... jednak się odbył. Przecież tyle pracy i wysiłku w to włożyliśmy.
Nasze chłopaki dali radę. Nauczyłam się nawet nowego słowa "CZADOWY".
Muszę przyznać, iż to wydarzenie można takim nazwać. I pozostałoby takim do
końca, gdyby nie banda nastolatków, która wpadła do "BAR-ZONY" wraz z
trzecią piosenką. Zrobili straszną burdę. Wpadli z butelkami po piwie i zaczeli
nimi miotać we wszystkie kierunki. Byłam jedyną ofiarą tego wieczoru. Oberwałam
rykoszetem, jakaś skąpo ubrana dziewczyna rzuciła w znajdującą się tuż obok
mnie ścianę. Szkło się rozprysło, wbijając się mi w prawy policzek, część
podbródka i ust. Alek niezwłocznie wezwał pogotowie, które pojawiło się
niedługo potem i pojechał za nami na motorze, aż do szpitala.
Miałam wrażenie,
że moją babunię i dziadka bolało to wszystko bardziej niż mnie. Lekarz na
ostrym dyżurze powiedział, że miałam ogromne szczęście zamykając oczy. Dzięki
temu ciało obce - szkło, tylko drasnęło moją powiekę, nie uszkadzając przy tym
delikatnej rogówki. Szkoda, że nie miałam takiego farta jeśli chodzi o twarz, z
której krew zachlapała moją żółto-szarą sukienkę.
Gdy byłam na
oczyszczaniu i szyciu ran moja babcia ochraniała Alka. Wypominała mu na jakie
niebezpieczeństwo mnie naraził. Wychodząc z gabinetu usłyszałam część ich
rozmowy:
- Ja nie wiem
jakim trzeba być, by tak ułożonej dziewczynie namieszać w głowie?- babcia
ciągnęła desperackim głosem.
- Kaziu! To nie
jego wina. Skąd chłopak mógł widzieć- dziadek wypowiedział te słowa ze
spokojem.
- Ale tylko ona
nam została!- krzyknęła.- Tylko ona! Ania, Bona i Toleńka...- zawiesiła głos.-
Odeszły, nie mogę stracić i jej...- w tym momencie babunia się rozpłakał.
- Przecież to
nie jego wina- na te słowa uciekła do toalety.
- Jaaa...-
wyjąkał zawstydzony Alek.- Przepraszam.
- To nie twoja
wina chłopcze. Nikt nie mógł wiedzieć co się wydarzy- po tym zdaniu zapadła
niezręczna cisza.
W końcu zebrałam
się na odwagę i wyszłam z zaułka.
Babcia jeszcze
trochę płakała w toalecie. Wróciła z podpuchniętymi oczami, lecz upierała się,
że to tylko jakiś pyłek wpadł jej do oka. Podeszła do Alka i go przeprosiła. A
ja udawałam, że nie wiem o co chodzi, bo jak mawiał tata: "ciekawość to
pierwszy stopień do piekła" i wolę się tego trzymać.
Korzystając z
okazji zapytałam się dziadków czy mogę wrócić na imprezę, ich odpowiedź była
pozytywna. Tylko Alek był przeciwny- twierdził, że potrzebuję odpoczynku. Bo
dość się już nacierpiałam. W końcu po moich namowach się zgodził.
Nie minęła
godzina a już byliśmy w
"BAR-ZONIE" . Akurat pod szyldem, obok głównych drzwi sali: Lucek z
Helą, Czarek, Zenek i Monika. Byli przerażeni tym co się stało. Gdy mnie
zobaczyli wpadli w euforię
Mówili mi jaka
to jestem piękna. Dowiedziałam się, że do twarzy mi z tym opatrunkiem, może
zacznę chodzić z takim na co dzień. Chcieli mnie dowartościować, bym nie czuła
się niezręcznie, wyróżniając się wyglądem od zgromadzonych tam ludzi.
Uroda nie jest
dla mnie ważna. Piękno przemija, a charakter pozostaje. Co po idealnym jabłku,
gdy jego wnętrze jest zgniłe.
Mieli dobre
chęci, co bardzo doceniam. Podziękowałam im za to i zapytałam, czy długo
jeszcze zamierzają trząść się z zimna. Zamiast siedzieć na zewnątrz z ponurymi
minami powinniśmy iść do środka i się bawić.
Na półtorej
godziny przed końcem imprezy przenieśliśmy się z baru do jednego z pokoi
gościnnych na piętrze, gdzie Aleksy zaczął grać na gitarze, a my śpiewaliśmy
stare piosenki.
O 3:30 zeszliśmy
na dół, by posprzątać przed otwarciem. Nie mieliśmy za dużo czasu, bo tylko
dwie godziny. Na całe szczęście było nas siedmioro.
Mimo
przeciwieństw losu, to było najlepsze wydarzenie "kulturowe" na jakim
byłam i pierwsze w takim stylu. Zawsze jeździłam na koncerty muzyków
klasycznych, których uwielbiała moja babcia, albo wystawne bankiety z pracy
dziadka - jest bardzo poważanym prawnikiem.
Rany po szkle
zagoiły się po niecałym miesiącu. Zostały mi tylko drobne, różowe blizny. Z
resztą nie pierwsze i nie ostatnie. Traktuję je jako swoistą pamiątkę.
CIĄG DALSZY NASTĄPI
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Już nie mogę się doczekać kolejnej części!
OdpowiedzUsuń