sobota, 17 października 2015

"Tak nieskończenie mocno..."- Rozdział III

Hejka!
  To moja rekordowa nieobecność, za którą bardzo przepraszam. Była ona spowodowana problemami technicznymi oraz napływem obowiązków, związanych z nową szkołą.
  W końcu nadeszła jesień! :)  Każda pora roku jest piękna, ale ta szczególnie. Wszystko wokół zamiera, by móc zaistnieć na nowo. To też świetny czas aby tworzyć i  pod żadnym pozorem się nie ograniczać :)




*********************************************************************************


Noc spędziłam z babcią w szpitalu. Chciała mnie odwieźć do domu, żebym nie patrzyła na to wszystko. Przez cały czas bardzo upierałam się by zostać z nią i dziadziusiem, który odzyskał świadomość dopiero następnego dnia rano.
 Nagle wszedł do sali lekarz, w tym samym momencie babunia puściła dłoń swojego męża. Tę samą, którą trzymała przez całą noc. Przeszli razem do gabinetu lekarskiego.
 Dziadek spojrzał na mnie i powiedział:
- Trochę długo spałem- roześmiał się.
- Musisz szybko wracać do zdrowia, trzeba skończyć skręcać nowe meble do kuchni.
- Babcia ci na pewno ci pomoże... Zrobi to lepiej, niż ja.
  Zapadła cisza. Mój wzrok przykuły ogromne tablice z instrukcją jak prawidłowo udzielać pierwszej pomocy.  
- Nadziejko!- zaczął, by zwrócić moją uwagę.- Przepraszam Cię.
- Za co?
- Zepsułem jeden z piękniejszych dni w twoim życiu, przepraszam- głos zaczął mu się łamać.
- Dziadku, nie zepsułeś- powiedziałam z pogodnym wyrazem twarzy.- Najważniejsze, że niedługo sąd wyjdziesz i będziemy mogli w nieskończoność oglądać te wszystkie stare musicale.
- Kiedy przyjedzie Aleksy?  
- Powinien tu być za...,za...- Zerknęłam na zegarek, była 10:37.- Takie pół godzinki.
- Nie dał by rady przybyć tu szybciej?
- Niestety ma dyżur w biurze taty.
  W tym momencie weszła babcia. Była bardzo blada. Poprosiła mnie, żebym opuściła salę i zaszła do baru coś zjeść. Usiadłam na chwilę na krześle. Widziałam przez szklane drzwi jak babunia płacze, ściskając przy tym rękę swego męża. Zapewne jak zawsze przejdą przez wszystko razem.
   Mam nadzieję, że ja i Alek będziemy ze wszystkich opresji, kłopotów oraz innych przeciwieństw losu wychodzić wspólnie i pomimo wszystko bezgranicznie się wspierać. Pragnę być dla niego wszystkim, tak jak on jest dla mnie całym życiem. Moja miłość jest jak ryba w wodzie, gdyby go kiedyś zabrakło umierałabym w ciszy, a co gorsza w ogromnych katuszach. Mam nadzieję, że będzie mi dane odejść pierwszej. Nie chcę  spędzić ani jednego dnia bez niego.
   Poczułam dotyk na ręce. To był Aleksy. Nie kryłam radości na jego widok. Położyłam głowę na jego ramieniu, a on nie przestawał trzymać mojej dłoni. Siedzieliśmy tak w ciszy, aż do momentu gdy przez szklane drzwi wyszła do nas babcia. Powiedziała Alkowi, że się bardzo cieszy na jego widok, co było do niej bardzo nie podobne. Wspomniała także, iż dziadek chce z nim wymienić kilka zdań.
   Zeszłam z babcią do baru w absolutnej ciszy, gdy nagle wydobyła z siebie dźwięk:
- Nadziejko...- Nabrała dużą ilość powietrza.- Dziadek... nie będzie długo tu przebywać.
- To chyba dobrze- odetchnęłam z ulgą.- Czemu się babciu nie cieszysz?
- Nie..., nie...- sprawiała wrażenie bardzo zamyślonej.- Nawet nie wiesz...
  W tej chwili rozmowa się ucięła, gdyż dostałyśmy zamówioną kilka minut wcześniej drożdżówkę z brzoskwiniami.
- Smacznego!- usłyszałam głos Alka, wydobywający się za moich pleców.
- Dziękujemy.- Odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nadka, chyba musimy gdzieś jechać...
- Tak, musicie!- Potwierdziła babcia, wyciągając z kieszeni kluczyki od samochodu.- Jedźcie szybko, ale powoli. Tak, żebyście zdążyli i nikomu nic się nie stało.
- A co z dziadkiem?- Zapytałam bardzo zdziwiona jej postawą.
- To właśnie on za tym stoi.- Rzucił Aleksy.
- W takim razie... , no dobrze.- Radość zaczęła malować mi się na twarzy.



Ciąg dalszy nastąpi!


WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz